zrzucam spodnie ...
RSS
środa, 06 lipca 2011
"wypłyńmy na szerokie wody życia..."

tytuł zerżnąłem dosłownie przed chwilą z lecacego w tle numeru afrokolektyw-u "chciałbym umrzeć zagłaskany na śmierć" (tak na marginesie polecam ale nie będę pisał dla czego poprostu trzeba sprawdzić i tyle)

początki z głosem były trudne - wiedziałem, że nie czuła do mnie tego co ja do niej, ale starała się i to mi na początku wystarczało bo chciałem inwestować w najlepsze co do tej pory mnie spotkało.
Dodatkowo brak tych jebanych pieniędzy, których nie otrzymywałem od nikogo utrudniał wszystko. Dobrze, że na ostatnim roku licencjata piatki miałem zawsze wolne więc zapierdalałem na stojaka w Kauflandzie na kasie 8h za 30 zł - to wystarczało jedynie na podróż w obie strony ...

Obroniłem się ... decyzja - znaleźć jakąkolwiek normalną pracę, odłożyć jak najwięcej i wyjechać.

Żeby to źle nie zabrzmiało ... to co łączyło mnie z Głosem to było jedno a drugie to było przeświadczenie, że to co się dzieje w moim życiu, to może być moja jedyna szansa, by zrobic coś jeszcze ze swoim życiem, by nie zgnić w tym mieście, które nie miało mi nic więcej do zaoferowania...

(Nigdy nie byłem poprawnym "dzieckiem, nastolatkiem, pełnoletnim obywatelem". Rodzice się rozeszli gdy miałem 10 lat. W podstawówce jechałem na opinii starszego rodzeństwa choć wystarczyło kiwnąć palcem by osiągnąć więcej - ale poprostu mi się nie chciało, ktoś może nie mieć asertywności ja akurat mam jej za dużo, ale chyba cierpię na brak ambicji ... kurwa mać to jest straszne ...
liceum przeleciało bez wysiłku ... matura dostatecznie ...
Najgorsze co może spotkać młodego "rozwijającego" się człowieka to stagnacja, która pojawiła się u mnie zaraz po maturze. Z braku jebanych pieniędzy był brak czegokolwiek nawet nie mogłem kurwa wyjechać jak normalny człowek do innego miasta i jak wielu innych poprostu spróbować ... w najgorszym wypadku wrócić za rok i powiedzieć: "mamo nie udało się". Ale co tam, nowa podłoga z fińskiego drewna, drzwi wewnętrzne z jesionu, remont łazienki i inne perspyktywiczne kurestwa są ważniejsze niż edukacja Twojego dziecka ... uhhhh nie wiem czy kiedykolwiek Ci wybaczę, że nie dałaś mi szansy spróbować - a ja tak bardzo chciałem...
W międzyczasie jakiś śmieszny tytuł technika by uniknąć wojska, dorywcze prace, chujowe towarzystwo... umysłowa nędza, bród, smród i ubóstwo...
w którymś momencie pojawił się Głos i wszystko się odmieniło

w końcu decyzja wyjazd i odrazu fart!
tak się złożyło, że (kiedyś) dobry kolega (teraz) serdeczny przyjaciel zaproponował mi za połowę czynszu mieszkanie ...

dzwonek idzie głos

22:28, zrzucamspodnie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 lipca 2011
Głos Rozsądku

Wczoraj kiedy próbowałem rozpocząć pisanie bloga zadzwonił dzwonek do drzwi. Nerwowo zamknąłem okno przeglądarki i pobiegłem otworzyć, wiedziałem komu otwieram...

ten dzwonek do drzwi to był mój Głos Rozsądku wracała z zajęć jogi. Nie wie, że zacząłem pisać bloga i póki co niech tak zostanie. Absolutnie nie mam przed nią nic do ukrycia, ale to co będę wyrzucał z siebie chciałbym żeby zostało na razie anonimowe.

Skoro o głosie mowa - jesteśmy razem 7 lat, poznaliśmy się na wakacjach (typowe) ale nietypowa była nasza dalsza znajomość.
Skład:
One (kilka) niepokornych licealistek bliżej końca niż początku,
My (kilku) 3 prawdziwych reszta doszywanych (wtedy wydawało by się przyjaciół dziś nie koniecznie) u progu lub już za progiem.
Miejsce:
Ośrodek ... nieważne.

Lipiec pierwsze spotkanie (beze mnie, odizolowałem się i wyjechałem na pomorze, czułem że jak zostanę to nie przygotuję się do egzaminów na studia) a tym czasem w ośrodku: szok, wscieklizna, szał macicy, alkohol, bezsenne noce, zauroczenie...
Wracają nie poznaję ich ...
Sierpień kolejne spotkanie (tym razem ze mną) to samo ze zdwojoną siłą ... to były jedne z moich najpiękniejszych wakacji.

2 dni po powrocie uświadomiłem sobie, że się zakochałem ... cierpiałem z niemocy i z braku zainteresowania drugiej strony.

Fakt jest taki, że My i One bardzo przypadliśmy sobie do gustu. Skład się oszlifował a przelotne miłostki stały się tłem dla naszej przyjaźni. Dzieliła nas spora odległość mimo to staraliśmy się kilka razy w roku spotkać i odbić sobie to co straciliśmy między spotkaniami. Zawsze piliśmy alkohol i cieszyliśmy się z faktu, że widzimy swoje ryje - to były dobre, naprawdę dobre czasy.
Ja oczywiście cały czas starałem się ... i udało się w końcu po 2 latach.
Pamiętam do dziś lipiec: festiwal, chemia, radość, przyjaźń, namiętne pocałunki - wtedy zaczął się nowy rozdział mojego życia to był mój... Głos Rozsądku.

11:21, zrzucamspodnie
Link Komentarze (1) »
Archiwum
Lipiec 2011
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog